08.15.08
Ja wiedziałam, że tak będzie.
Mam przewagę liczebną
Nie wiem dokładnie dlaczego, ale widziałam od 3 dni, a teraz mam potwierdzenie.
07.27.08
Układanka
Mama kilka dni temu przywiozła mi kilkanaście pudełek moich puzzli. W jakimś momencie pamiętam, że wrzucałam klocki do siateczek z Empiku i po kilka do jednego pudełka, wyrzucając denka pudełek a zachowując góry. Albo jakoś tak. W każdym razie mam więcej układanek niż pudełek, większość układanek w stanie mniej więcej ułożonym (po ułożeniu puzzle delikatnie podzielone na fragmenty wielkości pudełka i włożone do pudełka), ale niektóre mam w proszku.
Postanowiłam większość z nich sprzedać na Allegro, bo po co mam trzymać dziesiątki nieużywanych puzzli? Kiedyś miałam nimi obklejone ściany dokoła łóżka, policzyłam nawet ile było łącznie elementów, zdaje się że coś w granicach 16.000. Wtedy puzzle po ułożeniu były odwracane na lewą stronę (za pomocą dwóch wielkoformatowych układanek) i na tej lewej stronie sklejane szeroką taśmą klejącą. Tata przyklejał w dwóch rogach rzepy, w odpowiednich miejscach na ścianie drugie połówki rzepów i tak na rzepy miałam obklejone ściany puzzlami. Fajnie to wyglądało.
No ale wracam do czasu teraźniejszego. No dobra, za chwilę. Te wielkoformatowe układanki były ogółem trzy, wszystkie przedstawiały plakaty z filmów Disney’a, wszystkie miały około 300 klocków i były po prostu piękne. Jako pierwsze zostały podklejone po lewej stronie i ponieważ miały format plakatu, doskonale nadawały się do obracania innych puzzli. Układanki były trzy: ja miałam Pinokia, Ania miała Kopciuszka a wspólnie miałyśmy Piękną i Bestię. Pinokio wciąż wisi na ścianie u rodziców, Kopciuszek pewnie jest złożony w pudle z ułożonymi puzzlami na strychu a mama przywiosła mi Piękną i Bestię w proszku.
Żeby sprzedać Piękną i Bestię trzeba ją najpierw ułożyć, żeby: 1. sprawdzić czy układanka jest kompletna, 2. móc pokazać jakieś foto, skoro nie ma pudełka. Z Tadkiem ułożyliśmy ją w 10 minut, ja układałam raczej na pamięć
Przypomniała mi się przy tym pewna anegdotka:
Kiedy dostałyśmy te układanki, myślę że miałam wtedy jakieś 8 lat, najpierw żmudnie ułożyłam Pinokia, potem pomogłam Ani z Kopciuszkiem. I wtedy zauważyłyśmy, że obie układanki mają po jednej parze “niezwyczajnych” klocków, takich z nieparzystą ilością dołków i pypciów. Co więcej, te klocki wyglądały identycznie. Doszłyśmy do wniosku, że jest możliwe, że wszystkie układanki wycinano tą samą sztancą, więc ostrożnie nałożyłyśmy Kopciuszka na Pinkokia i rzeczywiście! Wszystkie klocki do siebie pasowały! Wzięłyśmy więc trzecią układankę i ułożyłyśmy ją na Kopciuszku (po zdjęciu tegoż z Pinokia), brałyśmy kolejne klocki, patrzyłyśmy gdzie mniej więcej powinny być i układałyśmy je na klockach o odpowiednim kształcie. Taka zabawa jest oczywiście dosyć nudna, więc tylko raz tak układałyśmy.
Kiedy opowiedziałam Tadkowi o tych układankach, prychnął “Dzieci inżynierów”. No co, jesteśmy dziećmi inżynierów. Tak układamy puzzle.
Ja później podobnie próbowałam inne puzzle układać, ale nie zawsze wychodziło - doszłam do wniosku, że firma Trefl co jakiś czas zmieniała sztancę, bo układanki kupione w mniej więcej jednym czasie można było układać na sobie, ale tych oddalonych o np. rok już nie.
07.17.08
Haft
Parę dni temu skończyłam mój haft krzyżykowy numer dwa. Nauczyłam się na nim paru praktycznych lekcji, w tym takiej, że przy tak dużych krzyżykach powinnam haftować pełną nitką a nie połówką.
Pokazałam go Ani, nie wiem czy ona widziała jakiekolwiek stadium pośrednie (chyba nie) i była zachwycona. W sumie rzeczywiście to dosyć duże wyszło. Wykaftowałam nawet parafkę. Oprawiłam w ramkę i zapakowałam w papier, najpierw szary a potem ze wzorkiem w różyczki i obrączki i inne takie. Dla Dojo i Michała. O.
Dzisiaj zaczęłam nowy obrazek. Tym razem będzie to dzieło sztuki. Zastanawiam się, czy by nie dać go po skończeniu Ani. Bo na moją własną ścianę mam przygotowany inny wzór. Różę Salvadora Dalego. Róża będzie ogromna. Mam też projekt dla Klempy i dla Sziwana. Cztery już razem.
A jak zabierałam się za pierwszy, ten, który jest u Pankraca, to myślałam, że to jednorazowa zabawa, że to jest nudne i mało twórcze i w ogóle jakoś nie podchodził mi krzyżyk.
No i jeszcze jedno - chciałam skończyć numer 2 przed skończeniem studiów i to zrobiłam!
07.09.08
Kind of freaky
Dostałam się na studia. Spodziewałam się, że się dostanę. Ale nie spodziewałam się, że z pierwszą lokatą.
Czuję się jak jakieś kuriozum.
07.05.08
Truskaweczka
Ania przesłała mi zdjęcie ich fasolki, która ponoć jest już rozmiaru małej truskawki.
Zazdroszczę.
06.27.08
Jeszcze dwa niusy
Również parę dni temu doszłam do wniosku, że Tadek jednak jest bardzo bliski mojemu ideałowi faceta. I nie ma to większego związku z tym, że ileś-tam lat temu wybrałam go do pełnienia funkcji mojego mężczyzny.
Drugi nius jest taki, że za jakiś miesiąc wowio będzie otwarte dla ludzi spoza USA i to jest według mnie fantastyczna nowina.
06.26.08
Piszę
Parę dni temu, zaraz po obudzeniu wyklarowała mi się fabuła książki, do której pomysły pojawiają mi się od pięciu lat. Spisałam fabułę, przy kazji dodając kilka nowych pomysłów. Takie rzeczy zawsze lepiej wychodzą jak się zapisze, bo próbując spamiętać głowie wszystko na raz nie ma się czasu ani miejca na dopracwanie szczegółów.
Dzisiaj pisałam pierwszą porcję szczegółów - o tym, co oznaczają dla pary głównych bohaterów wydarzenia. I wreszcie wiem o czym tak naprawdę będzie ta książka. To bardzo prosto i jasno wynika z fabuły, a ja tego wcześniej nie mogłam wyczuć. Wcześniej to była po prostu historia, którą chcę opowiedzieć. Teraz jest to historia z jakimś morałem, znaczeniem.
Historia, która krzyczy o pewnych problemach, których w sumie ja równiez doświadczam. Historia, której większość wydarzeń wprost kopiuje doświadczenia moich znajomych.
Mam wydanie “Atlasa Zbuntowanego” Ayn Rand z Kameleonu, takie z krótkimi opisami jej pracy, przygotowania do pisania. Ona chciała przedstawić pewne idee, ja moje idee znalazłam dopiero jak zapisałam historię.
Z każdą chwilą jestem bardziej przekonana, że warto poświęcić tej historii więcej uwagi, napisać ją i wydać. Bohaterowie zyskują głębię, już wiem, że dla głównej bohaterki historia nie kończy się tragicznie, ale jest wyzwoleniem. Tak naprawdę to mnóstwo sama się o moich bohaterach dowiedziałam z tych pięciu stron jakie na razie zapisałam.
Piszę piórem w nowm zeszycie. Uznałam, że to znacznie lepsze medium do studiowania mojej historii niż klawiatura komputera. Kiedy piszę na komputerze dużo uwagi poświęcam objętości tego co napisałam, poprawkom stylistycznym. A nie o to chodzi w obecnym ćwiczeniu. Na razie sama muszę zrozumieć dlaczego Oni pstępują tak a nie inaczej.
Zawsze lubiłam pisać. Pamiętam, że pierwsze “opowiadanie” napisałam jak miałam 7 czy 8 lat. Pamiętam dosyć dokładnie o co w nim chodziło, zajmowało jedną stronę A5, zapisaną drobnym maczkiem. I pamiętam, że rodzice je wyśmiali. Może się z niego śmiali w sposób sympatyczny, ale dla mnie było to straszną krytyką. Zawsze mam wrażenie, że próbują torpedować wszystkie moje pomysły, czasem wprost zarzucają mi słomiany zapał, kiedy słomiany zapał jest cechą charakterystyczną mojej siostry a nie mnie… Mnie przytrafił się dokładnie raz. W pierwzej klasie liceum zaczęłam uczyć się gry na gitarze, jak na urodziny (czyli po niemalże roku nauki!) dostałam własną gitarę, nie wróciłam już do nauki w nowym roku szkolnym.
Wystarczy na dzisiaj, pewnie i tak widać jak bardzo jestem podniecona tym, że moja historia nabiera kształtów i kolorów. Nie wiem czy dam radę później powstrzymywać się od pokazywania gotowych fragmentów, zdradzania fabuły itd. (pomijając szczegół, że już zdradziłam zakończenie dla głównej bohaterki)
05.19.08
Ślub i wesele
Odbyły się.
Ja też tam byłam, miód i wino piłam. Niech te uśmiechy nie schodzą z waszych twarzyczek misiaki kochane.
Zasadniczo jednak chodzi mi o to, że po miesiącu pewnej bieganiny i nic-nie-możności czekają mnie w zasadzie 2 tygodnie spokoju, w sam raz żeby popracować, nadrobić zaległości z miesiąca itp. Tylko jakoś mi się nie chce. Przez ten miesiąc stanowczo odwykłam od regularnej pracy. A jeszcze jak zajrzę na moją listę rzeczy do napisania i zrobienia…
Myślę, że obejrzę sobie odcinek ER a potem jednak coś napiszę pożytecznego. Twardym trza być, nie miętkim. Na razie wysłałam mejlowe zgłoszenie, że chcę mieć obronę 5 lipca. No i podanie na doktorat.
O właśnie - jak ktoś się dowiaduje, że składam podanie na jakiś doktorat, to pyta: gdzie? potem tylko jedno? potem dlaczego? To jest nudne. Za każdym razem staram się wymyślać inny powód “dlaczego tylko jedno podanie”. Prawdziwy powód znm tylko ja i Tadek.
03.30.08
Pułapka na Tadka
Tadek:
W którejś z książek Jeżycjady jakaś panna zastawiła na kogoś pułapkę biologiczną, nie? Mnie wystarczy dać pudełko puzzli i jestem załatwiony