03.29.07
Suknia
Wczoraj byłam z mamą na zakupach – potrzeba mi nowych spodni. Przy okazji pojechałyśmy do Gdyni połazić po sklepach z sukienkami ślubnymi.
W pierwszych trzech usłyszałyśmy, że największy rozmiar to 38. W czwartym, że można uszyć na zamówienie coś większego. W piątym pani powiedziała, że oczywiście dominuje do 38, ale na wieszakach ma kilka modeli do 44 a nawet jak cos jest za małe o numer czy dwa, to można przymierzyć i widać mniej więcej jaki będzie efekt końcowy. I że i tak prawie wszystko szyje się na zamówienie, ale ma to tą zaletę, że można wziąć spód z jednej sukienki i uciąć z niego tren, gorset z drugiej, wzorki na gorset z trzeciej, rękawki do tego z czwartej i taki misz-masz wymarzony zrobić.
Mamę zaskarbiła sobie tym, że jak mama oglądała te duże, to babka powiedziała, żeby na jedną z nich nawet nie patrzeć, bo ma jakieś takie dziwne zaszewki i jeszcze nie widziała, żeby ktoś w niej dobrze wyglądał. Potem poszłyśmy przymierzyć tak, żeby zobaczyć czego się po mojej figurze spodziewać. O dziwo wyglądam całkiem ładnie w takich sukienkach, co przymierzałam. Niska, krępa, ale ładna. Pani zapisała nam numery tego co się podobało, dała parę katalogów do pooglądania, a na pytanie o cenę, powiedziała, że należy się liczyć z wydatkiem rzędu 2000zł. Na moment zaniemówiłam, ale przypomniałam sobie, że w internecie te ceny to było właśnie od 1500 do 3500 za nową kieckę…
W każdym razie, po wizycie w tym sklepie upadł pomysł szycia u Bożenki lub wypożyczania. Będę miała nową kieckę, szytą na miarę. Spód gładki, trapezowy, gorset wycięty w serduszko (jak to pani określiła), z naszytymi haftami wokół góry, dołu i pionowo na środku. Albo jakaś wariacja na temat, w każdym razie dół prosty a z górą “zaszalejemy” jak to mama określiła.
Już nie mogę się doczekać jak tam pójdziemy w maju/czerwcu zamawiać…
03.18.07
Impreza i licencjat
W piątek Kaja urządziła imprezę, zapraszając na nią mnóstwo różnych ludzi, m.in. doktorantów z mojej katedry. Trochę ciekawych plotek się nasłuchałam
Natomiast to co mnie zdziwiło, to fakt, że wszyscy, którzy czytali mój licencjat uważali go za kawał dobrej roboty. Ja pisałam go na odwal, bo Arek dopiero na miesiąc przed terminem oddania dał radę się wysłowić i powiedzieć co tak naprawdę powinno w tym licencjacie być. Pamiętam opinie typu “całkiem dobry, mnóstwo treści w małej ilości słów”, i o ile jestem w stanie zgodzić się z drugą częścią takiej opinii, o tyle zawsze uważałam pierwszą jej część za czystą kuruazję. Bo jakim cudem praca o na tak szeroki temat jak badanie interakcji między białkami, napisana na 16 stron tekstu (19 z obrazkami) może być dobra? Przecież ja opisałam tylko bardzo podstawowe zasady działania tych metod, nie omawiając na przykład tak ważnego zagadnienia przy FREcie, jakim jest interferencja sygnałów obu barwników.
Po prostu byłam niezadowolona z tej pracy, nigdy w życiu nie napisałam czegoś tak ważnego tak bardzo nieporządnie i na odwal, a tu się okazuje, że praca jest szczerze uważana za świetną!
Alkohol ma iście zabójcze działanie na wszelkie mikroby. W piątek drugi dzień leżałam ledwo mówiąc, mając powiększone migdałki i biały na nich nalot. W sobotę rano nadal były powiększone, ale mówić mogłam normalnie a nalot zniknął.