07.30.07
Wspomnienia
Mam dwa takie pierwsze wspomnienia. W obu mam jakieś dwa latka a może w jednym dwa a w drugim trzy. Teraz to trudno powiedzieć.
Pierwsze jest takie, że jadę tramwajem. Stoję i kurczowo trzymam się pionowego drążka, żeby się nie przewrócić. Po mojej prawej jest krzesełko, po lewej schody wychodzące z tramwaju. Dokoła mnie nogi a któreś z tych nóg zapewne należą do mamy. Wiem, że jadę do żłobka. Scenka trwa nie więcej niż kilka sekund, jest raczej statyczna. Jak to bywa u tak małych dzieci, ja jestem centrum wszechświata i nic poza mną nie ma większego znaczenia, więc to, że napisałam, że któreś nogi należą do mamy, to moje współczesne rozumowanie a nie pamięć. Pamiętam po prostu jazdę tramwajem i kurczowe trzymanie się drążka. No i to, że z lewej są schody, bardzo wysokie.
Drugie wspomnienie jest bardziej rozbudowane. W żłobku z Anią byłyśmy w różnych grupach, ale ponieważ spędzałyśmy ze sobą, jako siostry z niewielką różnicą wieku, prawie 24 godziny na dobę, szybko w żłobku zaczynałyśmy za sobą tęsknić. Czasem prosiłam panią, by zaprowadziła mnie do Ani i zwykle pani się zgadzała. To wspomnienie dotyczy właśnie jednej takiej wycieczki. Idę i muszę przejść przez coś w rodzaju okna. Nie sądzę obecnie, aby to naprawdę było okno, prędzej jakiś schodek w wąskim przejściu, ale na pewno muszę się wspiąć, a ponieważ jest wysoko, wspinam się na kolana. Obok mnie stoi i czeka aż ja przejdę pani, bardzo wysoka i w krótkiej spódnicy. Czuję wielką radość, że idę do siostry i napawa mnie dumą to, że umiem pokonać przeszkody. To jest bardzo dynamiczne wspomnienie.
Czasem zastanawiam się, czy te najpierwsze wspomnienia mają jakieś znaczenie, a jeśli tak, to jakie. Te dwie sytuacje były dla moich pierwszych lat życia dosyć typowe, a nic nie pamiętam z tego jak w domu pojawiła się siostra – to przecież duże przeżycie. O tym wiem tyle, co rodzice mówili, czyli jak powitałam siostrę* i to, że zaraz po narodzinach Ani wyrosły mi 4 zęby na raz (pierwszy ząbek miałam jako 11-miesięczne dziecko i potem nic aż do Ani), co musiało być dla rodziców horrorem.
Wracając do tematu. Czy to, że zapamiętałam akurat takie sceny mówi coś o mnie? kim byłam albo kim jestem? I na ile niezwykłe jest pamiętanie tak dawnych zdarzeń, w tak plastyczny sposób? Znajomi, którym opowiem choć jedno z tych wspomnień, są zawsze zadziwieni, że oni nie mają wspomnień sprzed zerówki mniej więcej.
*Miałam wtedy rok, miesiąc, jeden ząbek, potrafiłam biegać i trochę mówić. Ponoć, kiedy mama weszła z Anią, podbiegłam i zapytałam:
- Hau hau?
- Nie Asiu, to nie jest piesek.
- Ko ko?
- Nie Asiu, to nie jest kurka.
-E tam!
Po czym poszłam się dalej bawić.