08.08.07
asiawfinlandii.wordpress.com
Skasowałam tamtego bloga.
Jeśli ktoś bardzo potrzebuje jakiegoś tekstu z mojego pobytu w Finlandii, proszę dać znać.
Roześmiana
Dzisiaj, po przymiarce, byłam w Pueblo na obiadku z Misią, Dominiką, niejaką Pauliną i oczywiście Tadkiem. Po obiadku ja wróciłam do domu a oni poszli jeszcze na plażę. Kiedy wrócił, Tadeusz powiedział, że zarówno Misia jak i Dominika uważają, że dobrze wyglądam, dużo się śmieję i w ogóle stan narzeczeństwa mi służy.
Po naszej parapetówce podobne wrażenie wyniósł Mucha, wtedy nie zwróciłam na to większej uwagi, w końcu Mucha jakoś specjalnie często mnie nie widuje i może niedokładnie mnie pamiętać. Ale trzy identyczne opinie to już coś jest, coś znaczy.
Pytanie tylko czy to stan narzeczeństwa, wakacje, powrót do Polski po Finlandii, przeprowadzka czy co? Bo tak naprawdę w ciągu ostatniego roku w moim życiu zmieniło się mnóstwo i większość z tych zmian może z samej swojej natury mieć na człowieka taki wpływ.
Z innej strony – od kilku lat uważam się za osobę raczej radosną, często uśmiechniętą. A zaistnienie takich uwag co do mojego zachowania sugeruje, że wcześniej się nie uśmiechałam. Jak bardzo mylne mam pojęcie o samej sobie? Na pewno w mojej głowie jestem znacznie szczuplejsza niż naprawdę jestem. Ma to dwie poważne wady – trudno jest naprawdę się odchudzać oraz często obijam się o różne rzeczy (np. framugi drzwi), bo wizerunek mnie samej w mojej głowie jest mniejszy niż moje rzeczywiste wymiary.
08.02.07
Mały update
Dziś tak prozaicznie o tym co się dzieje.
Tańce przesunęły się nam z czwartku na piątek. W sumie to chyba dobrze, w ten sposób mamy zajęcia co pół tygodnia a nie tuż obok siebie. No i połączono nas z grupą o oczko lepszą, więc uczymy się mnóstwa nowych rzeczy, żeby za nimi nadążyć. Ale to też fajnie, bo o ile na szóstych zajęciach był kryzys i to nie tylko dla mnie o tyle teraz właśnie ludziom wszystko zaczyna wychodzić i to tańczenie zaczyna sprawiać przyjemność.
Mama kupiła mi foremkę do tarty, taką Fackelmana, więc metalową, pokrytą teflonem i dwuczęściową. Teflon daje to, że tarta nie przylega a odobne denko i brzegi z kawałkiem denka dają łatwe wyjmowanie tarty z foremki. Mama ma taką od chyba dwóch lat i zgadzam się z nią, że to jedyny słuszny model.
Oczywiście zaraz ją wypróbowałam. I już wiem, że będę musiała poćwiczyć wałkowanie ciasta. W ogóle nie umiem tak normalnie po polsku wałkować (czyli trzymając za rączki wałka) a wałkuję bodajże po francusku – trzymając łapki na wałku. W każdym razie – ciasto mi się rozerwało gdzieś tak w 1/3 średnicy, i mimo iż próbowałam skleić, to jak się piekło to się rozpękło a potem przez tą dziurę część farszu wypłynęła.
W poniedziałek byłyśmy z mamą na pierwszej przymiarce sukni. Jest piękna, fantastyczna i w ogóle czułam się jakbym była w sukience Kopciuszka (bo też błękitna). Mam do niej tylko dwa małe “ale”, z których jedno prawdopodobnie zostanie naprawione. Pierwsze “ale” jest takie, że ramiączka sukienki zaczynają się za bardzo z boku względem ramiączek stanika i nawet jeśli będą tam jakieś spinki, to będzie stanik widać. I że w dodatku nie jest równo – z lewej więcej wystaje niż z prawej. Drugie “ale” jest takie, że czuję się jakby sukienka spłaszczała mi biust od góry. Znaczy – jestem przyzwyczajona, że widzę mój biust jako dwie kule a tutaj fiszbiny w górnej części są proste, więc zamiast kulistości, dołków i wypukłości w górnej części biustu jest płasko.