02.03.08
Dzisiejsza młodzież
Przed chwilą na IRCu zobaczyłam taki tekst:
18:00 <@Krawiec> znasz regulamin PG?
18:00 < micek200> znam…
18:00 < micek200> ale pisalem czy musimy sie trzymac kazdego pkt ?
18:00 < micek200> czy to wielkie przestepstwo ?
18:00 <@Krawiec> no to powinienes sobie sam na to pytanie odpowiedzieć
(PG to nie Polibuda Gdańska). Chyba nie muszę komentować.
Kilka dni temu w tramwaju zaś dwoje studentów II roku z mojego wydziału (wniosek z ich rozmowy), prowadziło bardzo głośno rozmowę o tym, że wykładowcy są źli, że kto to słyszał, żeby musieli się uczyć. Planowali, że jak połowa ludzi obleje pewien egzamin, to hurmem pójdą do dziekanatu i postawią paniom z dziekanatu ultimatum: albo my albo ten wykładowca. I że na pewno wykładowca ze statusem profesora zwyczajnego wyleci a nie leniwi studenci.
Oni się tym planem chwalili.
Ja rozumiem, że na moim wydziale jest możliwe usunięcie danego przedmiotu z powodu niezadowolenia studentów, bo udało się to ludziom z mojego roku, ale przedmiot, z którym walczyliśmy był naprawdę bezsensowny, głupio prowadzony i po prostu sytuacja była całkiem inna. To, przeciwko czemu oni chcieli protestować, to był bardzo ważny kurs, Biochemia (podczas kiedy my walczyliśmy z Podstawami Programowania Mikrokomputerowego, czyli obsługą worda i exela na poziomie 6-latków, 15h ćwieczeń) – 60h wykładów i drugie tyle laboratorium.
Rozmawiałam też o tym z bratem kumpeli z roku, chłopak jest na I roku studiów i sam jest niezadowolony z zachowania swoich rówieśników. Chodzi mniej więcej o to, że oni mają po podstawówce, gimnazjum i liceum postawę roszczeniową, zaliczenie wszystkiego im się należy, nawet jeśli nic nie robią (nomen omen moja teściowa twierdzi, że obecnie są wręcz przepisy, że dziecko musi każdą klasę skończyć, że nie można go z czegoś oblać i stąd taka postawa może się brać). Stasiu zauważył, że kiedyś przeskok między byciem dzieciakiem a prawie-dorosłym był w przejściu z podstawówki do liceum, teraz jest dopiero pomiędzy liceum a studiami.
No i biorąc to pod uwagę jestem w stanie zrozumieć postawę roszczeniową u ludzi na I roku studiów, przeżywających swoją pierwszą sesję, ale na II roku? Jak bardzo trzeba być spaczonym i zapatrzonym w siebie, żeby myśleć, że taki numer przejdzie? Halo, to jest dorosłe życie, to nie jest już gimnazjum!
Od paru lat widzę tendencję, że młodzi ludzie chwalą się tym, jak doprowadzali kolejnych nauczycieli do załamania nerwowego, jak łamali wszelkie regulaminy, deptali przyzwoitość. Dotychczas myślałam, że to bardzo smutny trend, ale że z tego się wyrasta, że w pewnym momencie ludzi rozumieją, że to nie tylko jest głupie ale i żałosne. Pora chyba ten pogląd zrewidować.
Wnioski mam dwa a w zasadzie jeden, który można streścić w łacińskim O tempora, o mores! Drugi wniosek – na jaki świat ja chcę wprowadzić moje przyszłe dzieci, jak je wychować, żeby nie były tak złe i zepsute?