06.27.08
Jeszcze dwa niusy
Również parę dni temu doszłam do wniosku, że Tadek jednak jest bardzo bliski mojemu ideałowi faceta. I nie ma to większego związku z tym, że ileś-tam lat temu wybrałam go do pełnienia funkcji mojego mężczyzny.
Drugi nius jest taki, że za jakiś miesiąc wowio będzie otwarte dla ludzi spoza USA i to jest według mnie fantastyczna nowina.
06.26.08
Piszę
Parę dni temu, zaraz po obudzeniu wyklarowała mi się fabuła książki, do której pomysły pojawiają mi się od pięciu lat. Spisałam fabułę, przy kazji dodając kilka nowych pomysłów. Takie rzeczy zawsze lepiej wychodzą jak się zapisze, bo próbując spamiętać głowie wszystko na raz nie ma się czasu ani miejca na dopracwanie szczegółów.
Dzisiaj pisałam pierwszą porcję szczegółów – o tym, co oznaczają dla pary głównych bohaterów wydarzenia. I wreszcie wiem o czym tak naprawdę będzie ta książka. To bardzo prosto i jasno wynika z fabuły, a ja tego wcześniej nie mogłam wyczuć. Wcześniej to była po prostu historia, którą chcę opowiedzieć. Teraz jest to historia z jakimś morałem, znaczeniem.
Historia, która krzyczy o pewnych problemach, których w sumie ja równiez doświadczam. Historia, której większość wydarzeń wprost kopiuje doświadczenia moich znajomych.
Mam wydanie “Atlasa Zbuntowanego” Ayn Rand z Kameleonu, takie z krótkimi opisami jej pracy, przygotowania do pisania. Ona chciała przedstawić pewne idee, ja moje idee znalazłam dopiero jak zapisałam historię.
Z każdą chwilą jestem bardziej przekonana, że warto poświęcić tej historii więcej uwagi, napisać ją i wydać. Bohaterowie zyskują głębię, już wiem, że dla głównej bohaterki historia nie kończy się tragicznie, ale jest wyzwoleniem. Tak naprawdę to mnóstwo sama się o moich bohaterach dowiedziałam z tych pięciu stron jakie na razie zapisałam.
Piszę piórem w nowm zeszycie. Uznałam, że to znacznie lepsze medium do studiowania mojej historii niż klawiatura komputera. Kiedy piszę na komputerze dużo uwagi poświęcam objętości tego co napisałam, poprawkom stylistycznym. A nie o to chodzi w obecnym ćwiczeniu. Na razie sama muszę zrozumieć dlaczego Oni pstępują tak a nie inaczej.
Zawsze lubiłam pisać. Pamiętam, że pierwsze “opowiadanie” napisałam jak miałam 7 czy 8 lat. Pamiętam dosyć dokładnie o co w nim chodziło, zajmowało jedną stronę A5, zapisaną drobnym maczkiem. I pamiętam, że rodzice je wyśmiali. Może się z niego śmiali w sposób sympatyczny, ale dla mnie było to straszną krytyką. Zawsze mam wrażenie, że próbują torpedować wszystkie moje pomysły, czasem wprost zarzucają mi słomiany zapał, kiedy słomiany zapał jest cechą charakterystyczną mojej siostry a nie mnie… Mnie przytrafił się dokładnie raz. W pierwzej klasie liceum zaczęłam uczyć się gry na gitarze, jak na urodziny (czyli po niemalże roku nauki!) dostałam własną gitarę, nie wróciłam już do nauki w nowym roku szkolnym.
Wystarczy na dzisiaj, pewnie i tak widać jak bardzo jestem podniecona tym, że moja historia nabiera kształtów i kolorów. Nie wiem czy dam radę później powstrzymywać się od pokazywania gotowych fragmentów, zdradzania fabuły itd. (pomijając szczegół, że już zdradziłam zakończenie dla głównej bohaterki)