08.29.08
44 dc
Słucham dzisiaj Green, najwięcej World Leader Pretend. Od jakiegoś czasu ta piosenka mi się wgryza w głowę i nie chce opuścić. Dreszcze przechodzą.
Patrycja zachowuje się ostatnio dziwnie. Cały czas na mnie krzyczy, zniechęca do jakiejkolwiek pracy, poniża itd. Nie wiem, co chce tym osiągnąć, boję się wiedzieć. Dzisiaj wyśmiała mnie, jak powiedziałam, że mam nadzieję skońćzyć pracę do 21 września. Moja nadzieja, moje oczekiwania, co jej do tego? Naprawdę przestałam rozumieć o co w tym chodzi. Poucza mnie, że mam napisac jakieś tam podanie, czyta jego nazwę z kartki, a ja ją uświadamiam, że jedno takie podanie już napisałam i ona je podpisywała…
Z innej strony byłam dzisiaj w Vogele, kupiłam sobie dwie pary spodni (jak zwykle na jesieni), białą bluzkę, jakieś buty (były za 50zł… jak mogłam nie kupić? Co z tego, że rozglądałam się za butami na niewysokim obcasie a te są całkiem płaskie). Teren wokół Ikei jest coraz bardziej rozkopany, już w zasadzie nie da się tam przejść. Nie wiem nawet gdzie obecnie jest wejście, znalazłam tylko wyście.
Mama pytała mnie rano, kiedy dokładnie mam wizytę u lekarki, powiedziałam, że 2 września o 7.45 rano. Mama zażądała, abym zaraz po wyjściu z gabinetu zadzwoniła, bo oni jeszcze pewnie będą w Polsce. Że powiedziała tacie, a tata uznał, że będzie się cieszył dopiero jak maluszek się urodzi. Mama mówi, że tata bardzo się cieszył z Ani ciąży i bardzo przeżył jej poronienie. Po powrocie z miasta złapałam tatę i powiedziałam mu, że domagam się, aby z mojej ciąży cieszył się co najmniej tak samo jak z Ani. Że nie zgadzam się na jego izolowanie się i w ogóle, jak Ania miała pierwszy okres to dostała kwiatka a ja nie (bo ja dostałam w przeddzień wyjazdu na narty). Tato twierdzi, że dostałam, ale ja tego nijak nie pamiętam. Pamięam, że dostałam kwiatka kilka dni po Ani.
Czuję się dobrze, tylko wciąż nie umiem znaleźć sobie nic dobrego do jedzenia. Na śniadanie zjadłam resztkę wczorajszej pizzy, ledwo ją przełknęłam. Dzisiaj w ogóle nie jadłam obiadu, nie miałam na to ochoty. W ogóle jakby nie te sensacje jedzeniowe to bym zapomniała, że jestem w ciąży.
Zrobiłam listę rzeczy jakich takie małe dziecko potrzebuje od pierwszych dni życia i wychodzi tego sporo. Sporo pieniędzy również. Myślę, że jedną z rzeczy, które powinnam znaleźć szybko ale kupić późno jest wózek. Szukanie wózka z brzuchem pełnym dziecka jest bez sensu, bo nie ma jak się domyślić jak ten wózek będzie zachowywał się przy mniejszym brzuchu. Szczególnie, że ja z natury jestem gruba i i tak może być dla mnie problem znaleźć wózek, nad którym nie musiałabym się cały czas pochylać żeby go popychać.
08.25.08
40 dc
Od kiedy zrobiłam test bardziej wiem niż czuję że jestem w ciąży. Jedyne dolegliwości jakie mam, to żołądkowe (mogę na raz zjeść tylko bardzo mało, różne rzeczy mnie drażnią) no i bardzo wrażliwe brodawki. Nie mam porannych nudności, opuchnięć ani innych rozrywek opisywanych w książkach czy na stronach o ciąży.
Tadek coraz bardziej się przyzywczaja do tej myśli, a dla mnie jakoś ciąża przestaje być realna. Tylko czasem się zastanawiam, jak to będzie z moimi studiami. Bo w końcu termin sobie wyliczyłam w samym środku drugiego semestru, więc albo pójdę na dziekankę (czy można robić 1 semestr, potem 3 a potem na przykład razem 2 i 4?), albo wykładowcy pozwolą mi zaliczać już w połowie semestru (bo w połogu na pewno nie będę miała do tego głowy ani siły)… W każdym razie pomysł robienia studiów w 2 lata upadł. Po prostu się nie da, co najwyżej mogę sobie coś zaliczać awansem.
Mamie Tadka powiedziałamjak staliśmy w kolejce do składania życzeń. Tadek powiedział kilku osobom na weselu. Ale moim dziadkom jeszcze nie. Mama mówiła, że trzy razy zmokła przed weselem i źle się czuła, więc zmyliśmy się dosyć szybko i już o 23 byliśmy w Pasymiu. Włączyłam na maksa grzanie w samochodzie i ponoć było przyjemnie. Jak mi się zrobiło za ciepło to trochę skręciłam. Wieczorem jeszcze powiedzieliśmy Agacie i Krzysiowi. Przez noc w ogóle nie mogłam spać, nie wiem czemu. Zawsze źle śpię w Pasymiu, ale tej nocy wyjątkowo. Wiem, że się zdrzemnełam dwa razy, szacuję że 4-4.30 i 6-6.50.
Rano mama wzięła nas do piwnicy i pokazała łóżeczko. Powiedziała, że jeśli go nie weźmiemy, to ona wyrzuci tapczanopółkę i tam postawi. Łóżeczko jest wielkie i stare. Mama mówi, że ma 55 lat, ale ostatnie 20 stało w piwnicy. Wcześniej wychowywało mnóstwo dzieci i tylko materacyk trzeba kupić. Materacyk chyba na zamówienie, bo jeśli to łóżeczko ma wymiary 140×100cm, to jest za szerokie jak na łóżeczko małego dziecka (łóżeczka dla niemowląt mają chyba 120cm długości). Już kiedyś miałam materac robiony na zamówienie.
Spakowaliśmy się, wzięliśmy dynię i pojechaliśmy. Do końca Olsztyna prowadziłam, tam na shellu nabraliśmy trochę paliwa i kazałam Krzysiowi siadać za kierownicą. Bo ja bym zasnęła. Krzyś dojechał jakoś do Gdańska, mimo iż początkowo w swoje możliwości nie wierzył. W domu zrobiłam obiadek, dziadkowie zaprosili nas na lody. Potem na kolację na jajecznicę z grzybami i tak sobie pomyślałam – strasznie często nas zapraszają, czyżby się domyślali i w ten sposób chcieli nam dać szansę na powiedzenie im? Ale ja już się nasyciłam opowiadaniem wszystkim i nie czuję na razie potrzeby mówienia dziadkom.
Do wieczora przeczytałam jeszcze pozostałe artykuły i dzisiaj zabrałam się do pisania kolejnych kawałków Introduction. Mam nadzieję, że uda mi się wypełnić mój plan i w środę zanieść połowę intro i nowe results Patrycji.
Tadek pewnie niedługo wróci… podgrzeję kurczaka, ugotuję nową porcję ryżu. I dalej będę pisać. Tadek mówi, że w pracy się mną pochwalił
08.23.08
Skoro już i tak wielu ludzi wie…
To powiem wprost: jestem w ciąży. stem niemożiwie wprost szczęśliwa, trochę drażliwa, bardzo uważna na to co jem.
Pani Endokrynolog dała nam zielone światło na staranie się o dziecko 7 dnia cyklu. Powiedziała, że wygląda na to, że cykle się unormowały, że leczenie hiperprolaktynemii trwa co namniej do pierwszego urodzonego dziecka i że jeśli chcemy mieć dzieci to powinniśmy się zacząć starać. Więc zaczęliśmy się starać, naśmiewając się z “harmonogramu” polecającego seks co drugi dzień, ale wypełniając go dosyć dokładnie.
Osiemnastego dnia cyklu wieczorem czułam pół godziny jakiś ból. Ból dosyć dokładnie zlokalizowany do lewego jajnika, a pan od USG mówił, że właśnie w lewym jajniku widzi jakiś pęcherzyk. Wzięłam głęboki oddech i nic nie zrobiłam. Nasz “harmonogram” mówił “nieparzyste dni cyklu”. ostatni raz zgodnie z harmonogramem kochaliśmy się 21 dnia… potem przerwy robiliśmy ciut dłuższe, czułam jak coraz mniej mi się chce seksu, jak to normalnie przed miesiączką…
Po czym 27 dnia cyklu po prostu wiedziałam. Nie mam pojęcia skąd się to uczucie wzięło, ale ja po prostu wiedziałam. Próbowałam sobie tłumaczyć, że to za wcześnie, żeby coś takiego wiedzieć, że nawet test ciążowy nic nie pokaże itd. Ale byłam wtedy w Auchan i kupiłam “W oczekiwaniu na dziecko”. Wieczorem poczułam znowu chęć seksu. Jakbym dopiero co skończyła miesiączkę. Dwa dni później powiedziałam Tadkowi, że mam takie uczucie i że właśnie kupiłam test. I że nie wiem, jak wytrzymam bez robienia tego testu.
Postanowiłam na każdy miesiąc zdobywać jedną rzecz dla dziecka. Żeby nie za dużo, nie wszystko na raz, ale jednak móc się cieszyć tym, że wciąż mam coś nowego. Za pierwszy miesiąc książka. Za drugi miesiąc… łóżeczko. Tak, jak powiemy mamie Tadka, a jedziemy tam właśnie dzisiaj, to przy okazji zabierzemy to legendarne łóżeczko. Łóżeczko jest ponoć dębowe, ma co najmniej 50 lat i wychowało co najmniej 5 dzieci. Ponoć mama spała w nim raz nawet jako dorosła osoba, bo łóżeczko ma 140cm długości a mama jest niska. Łóżeczko ponoć oryginalnie było białe, od 20 lat leży w piwnicy złożone. Trzeba je będzie odnowić, pomalować. Tyle o nim słyszałam, że naprawdę chcę je wreszcie zobaczyć.
29 dnia cyklu zasugerowałam też Aniołkowi. Aniołek jest farmaceutą, więc bardzo szybko rozgryzł żaluzję.
W sobotę, 30 dnia cyklu, dnia który powinien być ostatnim mojego cyklu (takie mam od dwóch miesięcy i to w sumie podobna długość do moich cyklów z 2 klasy liceum) zrobiłam test. Różowa linia przebiegła cały pasek, zaczęło być widać kontrolę a na teście nic. Lekko zawiedziona (no w końcu jest dopiero 30 dzień cyklu, jeśli liczyć owulację 18 dnia, to to jakiś 11-12 dzień od zapłodnienia) umyłam ręce, kubeczek, wracam do parapetu, przyglądam się uważnie. Coś tam jest! Z całą pewnością coś tam jest! jest cień, różowawy, szerokości takiej samej jak kontrola. To stanowczo nie wygląda tak jak moje poprzednie negatywne testy! Kilka głębokich oddechów, zostawiłam test na parapecie, wzięłam wszystkie śmieci, wyrzuciłam, wracam do łóżka i mówię Tadkowi, że coś tam jest. Niedużo, ale jest. I że ja wiem na poziomie niemlaże molekularnym jak taki test działa, więc to jest na pewno pozytywny wynik.
Pierwszą oznaką, jaką zauważyłam, to była wielka ochota na seks. Tylko na początku cyklu mam ochotę na seks niemal codziennie, a teraz mam ją od dwóch tygodni. Inaczej odczuwam seks.
Jednego dnia miałam mdłości. Od śniadania do 12. Potem tydzień sraczki. Chyba udało mi się wreszcie tę sraczkę opanować. Bolą mnie brodawki sutków. A może nie tyle bolą, ile są diablo wrażliwe.
A wizyta u lekarki dopiero 2 września… pod koniec 7 tygodnia. Ania mówi, że to późno, a położna chciała mnie umówić jeszcze tydzień później. Mamie powiedziałam kilka dni temu. Doszłam do wniosku, że się domyśliła i nie omyliłam się (w końcu mama wiedziała, że mamy od pani doktor zielone światło).
No a dziś jedziemy na ślub Wiolety i Krzysia, którzy mają córeczkę gdzieś tak półtoraroczną. Dosyć szybko się urwiemy, pojedziemy z Mławy do Pasymia, rano powiemy mamie, koło 10-12 pewnie wyjedziemy, bo Agata z Krzysiem chcą o tej porze wracać. Krzysio będzie prowadzić mam nadzieję. Mi się od kilku dni strasznie nie chce jeździć samochodem.
08.15.08
Ja wiedziałam, że tak będzie.
Mam przewagę liczebną
Nie wiem dokładnie dlaczego, ale widziałam od 3 dni, a teraz mam potwierdzenie.