11.22.08
Wspomnienia z dzieciństwa
O ile dobrze pamiętam, kiedyś opisywałam moje dwa pierwsze wspomnienia. Dzisiaj pora na trzecie a może i dalsze.
Trzecie wspomnienie jest znacznie mniej przyjemne, chociaż nie pamiętam samego bólu. Miałam wtedy trzy lata, pojechaliśmy całą rodziną (może bez babci? nie jestem pewna) na grzyby do lasu oliwskego. Samochód stał przy drodze a my poszliśmy na drugą stronę (mam wrażenie że samochód był na południe a my szliśmy na północ).
Dosyć szybko się zmęczyłam, więc dziadek wziął mnie na barana i wrócił do samochodu. Pamiętam właśnie to bycie noszoną na barana i nieprzyjemną chmurę czegoś drobnego, włażącego do nosa i oczu. To były komary. Cała chmura komarów, akurat na wysokości mojej głowy. Ugryzły mnie co najmniej dwa – jeden pod lewym okiem a drugi pod prawą dziurką nosa. Kiedy doszliśmy do samochodu byłam już tak spuchnięta, że ledwo mogłam oddychać. Dziadek od razu zawiózł mnie na pogotowie (ciekawe co pomyśleli rodzice jak wrócili a nie było samochodu i dziadka) i drugi fragment tego wydarzenia, który pamiętam to właśnie tam na pogotowiu. Był to bardzo długi pokój, w kolorze zielonkawo-niebieskawym, bardzo nieprzyjemnym. W regularnych odstępach stały jakieś cosie a ja na jednym z nich siedziałam czy też leżałam (łóżka szpitalne?). Było strasznie pusto a ja byłam strasznie sama. ktoś chyba był w tym pokoju, ale poza zasięgiem mojego wzroku, na pewno na żadnym innym cosiu nikt nie siedział ani nie leżał.
Od tego czasu powszechnie wiadomo, że mam uczulenie na komary. A komary jak na złość bardzo mnie lubią. Kiedy normalnego człowieka ugryzie komar, trochę poswędzi, zaczerwieni się i przechodzi w dwa dni. Dla mnie swędzenie jest przemożne, a po jakimkolwiek dotyku takie ukąszone miejsce puchnie w bardzo specyficzny sposób (jakby placek skóry wystąpił do góry) i przybiera żółty kolor. Dodatkowo nie mam co liczyć na zniknięcie obrzęku wcześniej niż za tydzień-dwa.
Jeszcze raz komary mi strasznie dokuczyły, było to w Finlandii. Około moich ósmych urodzin pojechaliśmy do Oulu, gdzie pracował tata. Był to sam środek ichniego lata, więc było stosunkowo ciepło i cały pobyt pamiętam bardzo miło, między innymi dlatego, że po raz pierwszy w życiu miałam do czynienia z kuchenką mikrofalową. Któregoś dnia komar ugryzł mnie w prawą stopę, w śródstopie. Spuchłam tak, że przez kilka dni nie mogłam chodzić, a samo ukąszenie nie swędziało tylko bolało. Stopę miałam zawiniętą w jakiś okład i bandaż. Nawet jeśli mogłabym chodzić, to nie zaszłabym daleko, bo stopa nie mieściła mi się do żadnych butów. Spędzałam dnie na układaniu klocków lego i kolorowaniu disneyowskich kolorowanek nowymi pisakami (kupionymi w Szwecji).
Z czasem słabiej reagowałam na komary, ale wciąż powstrzymywanie się od drapania jest prawie niemożliwe. I wciąż wyskakują mi te żółte placki. Nawet jeśli jest daleko od sezonu komarowego, prawie co tydzień znajdzie się jakiś, który mnie w nocy użre. Dzisiaj użarło mnie w szyję…