07.30.09
Wyprawka cz. 2
Przemieszczanie się.
Na początek potrzebny jest fotelik samochodowy, bo samochodem przewozi się dziecko ze szpitala do domu. Fotelik musi być nowy (ewentualnie od dobrych znajomych), bo z używanymi nigdy nic nie wiadomo. Tak jak po wypadku w samochodzie wymienia się między innymi pasy bezpieczeństwa (bo podczas wypadku naciągają się tak, że tracą swoje właściwości ochronne) tak samo fotelik dla niemowlęcia po wypadku nie nadaje się do niczego. No, może jako bujaczek do postawienia na podłodze w kuchni.
Już parę dni po powrocie do domu wózek to podstawa. Do wózka najlepiej przymierzyć się jeszcze na początku ciąży, kiedy brzuch nie przeszkadza. W wyborze modelu wózka duże znaczenie ma to, gdzie mieszkacie i jak się przemieszczacie. Rodzice samochodowi postawią na wózek, który dobrze się składa albo najlepiej kupią ten, który umożliwia zamontowanie w samochodzie nie fotelika samochodowego, ale całej gondoli. Rodzice w bloku bez windy na wózek lekki (nawet najlżejsze modele ważą 10kg!). Rodzice jeżdżący tramwajami nigdy nie wezmą wózka trójkołowego (wyobraź sobie jak takim wózkiem wjechać po schodach na przystanek!). Rodzice mieszkający w pobliżu lasu (lub mający paskudne chodniki) wybiorą duże, pompowane koła, dobre zawieszenie i resory.
Obecnie prawie wszystkie wózki są wielofunkcyjne – gondola, spacerówka i dostawka na fotelik samochodowy. Sprzedawcy mówią, że rodzice później i tak kupują lekką spacerówkę, ale na specjalny wózek tylko gondolowy warto sobie pozwolić tylko jeśli mamy późnoletniego lub jesiennego maluszka – on będzie dłużej jeździł właśnie w gondoli a takie wózki generalnie mają bardzo duże gondole.
Do wózka przyda się też prześcieradło na materacyk lub jakiś koc czy szal, żeby dziecko się nie ślizgało na wszystkie strony.
Polecam zastanowienie się nad chustą tzw. wiązaną długą. Wbrew pozorom motanie jej jest banalnie proste a ma parę zalet dla mamy obolałej i zmęczonej w pierwszych tygodniach po porodzie: umożliwia noszenie maluszka tak, że plecy są równo obciążone, co więcej prawie nie czuć ciężaru dziecka, mama ma wolne ręce. Firmowe chusty kosztują ciężkie pieniądze, więc jeśli się wachasz, wypróbuj najpierw chustę domowej roboty – kup w sklepie z materiałami (lub w Ikei) 2,5m dobrej tkaniny bawełnianej lub lnianej, przetnij wzdłuż na pół (żeby powstały dwa pasy 0,75×2,5m) i zszyj kawałki krótkim bokiem. Taka chusta kosztuje około 40zł. Chusty mają też wady – noworodek dosyć szybko się męczy w pionowej pozycji a nawet równo obciążone plecy młodej mamy zmęczą się po godzinie lub dwóch. Chusta to dobre rozwiązanie na usypianie dziecka jeśli musisz coś w tym czasie robić albo szybko polecieć do sklepu po jakiś drobiezg i nie chce ci się wyciągać wózka.
Lista zakupów: odpowiedni wózek (na początek ważna gondola, spacerówka przyda się dopiero, jak dziecko będzie siadać), fotelik samochodowy, prześcieradło na materacyk wózkowy, opcjonalnie: chusta.
07.29.09
Tuż przed porodem
Znalazłam dwa wpisy (których nie zamieściłam wcześniej) z ostatnich dni przed porodem. Fajnie się to w sumie czyta, szczególnie biorąc pod uwagę moje “ja nigdy nie urodzę” kiedy urodziłam półtora dnia później.
16.04.2009
Dalej jestem wkurzona na cały świat więc postanowiłam nie zamęczać was moją złością, wredotą i w ogóle narzekaniem i piszę do pliku. Może podeślę hurtem jak (jeśli) urodzę.
Między 4 a 6 rano skurcze dosyć silne i jak w zegarku co 7 minut. O 6 zaczęłam przysypiać, to jeszcze dwa mnie wybudziły ze snu i na tym był koniec. Jak po raz kolejny cudem przysnęłam, to ostatnie dwa, około 8 mnie obudziły i nie było już mowy o zaśnięciu. Czytam sobie jak Lukola ekscytuje się swoimi co 20 minut a ja mam dzień w dzień między 4 a 6 rano te co 7 minut i dupa z tego wychodzi. Tylko one coraz mocniejsze, bo wcześniej mnie nie budziły jeśli jakimś cudem spałam.
Mama zabrała mnie samochodem do biblioteki (jakieś książki musiałam oddać i wypożyczyć, bo można na raz na max 2 miesiące) a potem do gina. Bo mój pęcherz mówi, że mały jest nisko a żebra że wysoko i nie ma szans żebym wsiadła za kierownicę samochodu – po prostu nie zegnę się. W ogóle dzisiaj rano nawet podmycie się było problemem, bo jak sięgnąć i się umyć bez schylania się chociaż odrobinę?
W każdym razie mama uznała, że jeśli będzie taka kolejka jak zawsze to pojedzie sobie do Ikei i ja jej dam znać jak będę dokładniej wiedziała kiedy kończę. A tu niespodzianka – tylko jedna babka oprócz mnie. Coś takiego ostatnio widziałam przed Bożym Narodzeniem. Gin stwierdził, że nic się nie zmienia (od 6 tygodni 1cm szyjki, 1 palec rozwarcia, próbował pocieszyć mnie tym, że szyjka ustawiła się w dobrą stronę do porodu). Pewnie na pocieszenie na USG pokazywał mi twarz małego. Że ma nosek i usta i w ogóle. Stwierdził, że będzie miał takie “całuśne” usta jak ja.
Tylko że to mnie nijak nie poprawia humoru. Kurwicy dostaję, bo dla wszystkich już teraz dziecko jest ważniejsze ode mnie i uważają, że można mi poprawić humor udowadniając że z nim jest wszystko ok. Ja dobrze wiem, że z nim jest ok, on jak karaluch pewnie by bombę atomową przeżył, ale to ze mną jest źle! do nikogo nie dociera, że jestem samolubna i że potrzebuję opieki nade mną a nie nad tym pasożytem.
Znowu ryczę bez powodu. Albo raczej z bardzo konkretnego powodu – self-pity.
W każdym razie jeśli nie urodzę (a wczoraj straciłam jakąkolwiek nadzieję, że kiedykolwiek urodzę), to za tydzień pośle mnie na KTG a za dwa tygodnie miałabym przyjść z samego rana, to da skierowanie na wywołanie. Z samego rana po to, żeby wzięli mnie na to wywołanie przed babkami z patologii ciąży, bo jakby je pierwsze wzięli, to dla mnie mogło by nie starczyć miejsca.
Kiedy wróciłam do domu, nie było prądu. Po raz drugi w tym tygodniu. Babcia coś zaczęła mówić, że ma jakiś palnik turystyczny a ja nie kumam o co jej chodzi, ja mam przecież całą kuchenkę gazową, cztery pełnowymiarowe palniki. Jeśli ona nie umie jej włączyć, to jej problem, ja włączyć umiem i, co więcej, wiem co nie działa bez prądu (wbudowana iskrownica, więc potrzeba zapałek lub zapalniczki oraz czujnik płomienia, który zamyka dopływ gazu w razie zgaśnięcia jak np. woda wykipi). Kiedy prąd wrócił, internet nie wrócił. Jak się okazało, ktoś bardzo genialnie próbował przywrócić prąd w całym domu poprzez wyłączenie listwy, do której jest podpięty router. Pewnie babcia.
Na święta druga babcia dostała nowy telefon a Tadek poprosił o jej stary, bo on i jego mama mają taki sam model a mamie się ponoć coś psuje. Mama przywiozła telefon i ładowarkę, zaznaczyła, że babcia ma niezwykły talent do zakęcania kabelków, że oni już nieźle ten kabel porozplątywali i poodkręcali, ale i tak Tadek jak go zobaczył, skomentował “czy ona robiła z tego kabla coś na drutach?”
Babcie i elektronika
Czytam poród Adeliny… Dziewczyno, jesteś wielka i dzielna. Mało kto wytrzymałby krojenie na żywca. Ale też mało kto byłby tak oporny na znieczulenie.
Babcia przyszła namówić męża na obiadek, najpierw mnie okrzyczała, że mu nie powiedziałam, że coś przygotowała (a mówiłam, tylko on jeśli ma sam sobie zagrzać, to zwleka z tym ze dwie godziny po powrocie do domu) a potem pytała czy ja Jacuniowi daję coś jeść
i paplała bez sensu pieszcząc się jak do małego dziecka – dwie rzeczy z tych, które mnie najbardziej wkurzają (to pierwsze bo jak wszyscy wiemy dziecko sobie ze mnie wyciągnie wszystko co zechce niezależnie od tego czy ja będę jeść czy nie; karmić powinnam siebie, czyli wracamy do punktu “dziecko jest ważniejsze ode mnie”).
17.04.2009
Poszłam na spacer. Dłuuugi. Głównie po to, żeby małego sciągnąć trochę w dół, bo poprzednio właśnie taki długi spacer potrafił go na dwa dni obniżyć. Jak już miałam wracać, to wpadłam na sąsiadkę, tą, która rodziła w styczniu. Gadałyśmy chyba z pół godziny, bardzo mi to poprawiło humor. Uzgodniłyśmy, że mój gin odbierał jej poród. A w sklepie wreszcie są lody.
Tadek wczoraj stwierdził, że łapie mnie nowa kobieca dolegliwość – depresja przedporodowa (wczoraj np. stosunkowo poważnie zastanawiałam się nad zrobieniem sobie krzywdy, nic bardzo poważnego ale przykładowo udar słoneczny, tylko po to, żeby coś się wreszcie działo).
Dzisiaj po lodach i nagadaniu z Marzeną widzę światełko w tunelu. Chociaż nadal nie wierzę, że kiedykolwiek urodzę.
Wyprawka cz. 1
Myślę, że napiszę o organizowaniu wyprawki dla dziecka. Zawsze to lepiej zapisać nim się zapomni. Na dole lista zakupów, boldem rzeczy potrzebne od razu jak się dziecko urodzi.
Miejsce do spania. Potrzebne od razu. Może być kołyska, wilkinowy kosz, łóżeczko, hamaczek – cokolwiek, byle można było tam położyć dziecko do snu. Oczywiście są ludzie, którzy wolą spać z maleństwem w swoim łóżku, tacy nie potrzebują dodatkowego sprzętu. Do łóżeczka potrzeba dwa prześcieradła i kocyk, w który można zawinąć dziecko do snu. Nie ma potrzeby kupować od razu podkładki pod prześcieradło – w naszych czasach dzieci w pampersach nie moczą łóżek. Być może się przyda kiedyś później, jak na przykład dziecko będzie uczone korzystania z nocnika. Noworodek za to może drugą stroną brudzić prześcieradło – tutaj doskonałą ochroną materaca i przy okazji pomocą w zasypianiu jest najzwyklejsza tetrowa pielucha, układana pod główką dziecka.
Później, kiedy na przykład maluch wyrośnie z kołyski, będzie potrzebne prawdziwe łóżeczko. Łóżeczko z materacem i prześcieradłami. Nie łóżeczko turystyczne, bo takie są dosyć niestabilne, ale porządne łóżeczko najlepiej z litego drewna.
Moda na wypełnienie w materacu się zmienia, tak naprawdę każdy jest dobry, byle dosyć sztywny.
Zwykły ręcznik doskonale sprawdza się w nakłanianiu dziecka do spania na boku a drugi można podłożyć pod materac od strony główki jeśli okaże się, że dziecko często ulewa. Nie ma sensu kupować specjalnych trójkątnych poduszek. Poduszki jako takiej dziecko będzie potrzebować dopiero jak skończy półtora roku – kupowanie od razu wypełnienia do pościeli to doskonały sposób na zapychanie sobie szaf. Jeszcze a pr0pos ulewania – mój syn, kiedy spał na takim ukośnym podłożu ulewał mniej niż na płasko, ale to co ulewał, spływało mu na ramiona i bardzo drażniło skórę. Kiedy spał na płaskim, mleko spływało po policzku od razu na pieluchę i nie drażniło tak skóry.
Na początku też osłona na szczebelki jest całkowicie zbędna, bo dziecko się samo nie przemieszcza (poza tym, że słodko wygląda). Co więcej, wiele matek skarży się, że dziecko nauczone takiej osłonki później wali głową w boki łóżka i budzi się i nabija sobie guzy, podczas gdy dziecko chowane bez osłonki szybko uczy się, że szczebelki są nieprzyjemne i nie wali w nie głową.
Baldachim obecnie odradza się dlatego, że gromadzi kurz. Z drugiej strony, jeśli nie masz osobnego pokoju dla dziecka, baldachim może się przydać, żeby dać mu trochę prywatności, ułatwić zasypianie i oddzielić od zamieszania w domu. Tylko należy pamiętać, żeby go często prać (więc 2 sztuki).
Za to warto zaopatrzyć się w rożek – może służyć zarówno jako rożek jak i ciepła kołderka. Tutaj należy przypilnować, aby był wiązany, lub żeby rzepy były bardzo długie, ponieważ krótkie rzepy uniemożliwią dobre zawinięcie noworodka. Jeśli planujesz oddawanie dziecka babciom i prababciom pod opiekę żeby np. wyskoczyć na zakupy, można kupić też tzw. wypełnienie do rożka – coś w rodzaju cieniutkiego sztywnego materacyku, ponieważ poprzednie pokolenia mogą czuć się niepewnie jeśli dziecko nie ma usztywnionych pleców.
Lista zakupów: łóżeczko (kosz, kołyska, hamaczek itp.), materac, dwa dopasowane prześcieradła, zwykły polarowy kocyk, rożek, opcjonalnie: podkładka na materac, baldachim, osłonka na szczebelki, trójkątna poduszka przeciw ulewaniu, poduszka utrzymująca dziecko w jednej pozycji w czasie snu.
07.27.09
Zło
Długość zła określamy przez zmierzenie odległości pomiędzy palcem wskazującym a małym danej dłoni, podczas gdy palec środkowy i serdeczny są złożone.
07.26.09
Za dużo do czytania
Jacek od dwóch dni trenuje obracanie się (głównie) z pleców na brzuch. Wczoraj jak nie chciał zasnąć, obrócił się prawie do końca, pomogłam mu z brakiem. Za parę minut Tadek mówi “ej, ale on przed chwilą był na brzuchu?” ano był.
Dostałam od Ani trochę czasopism i w związku z tym mam już całkiem zawaloną szufladę na rzeczy do przeczytania. A ja chciałam tylko jedną książkę z listy do przeczytania w wakacje przeczytać plus lektury do egzaminu a tak to tylko szuflada
Przejrzałam dziś pobieżnie te gazetki i od razu trzy wyrzuciłam. Nie chce mi się czytać pozostałych dokładniej, tyle literatury babsko-parentingowej to dla mnie za dużo jak na jeden raz.
Za to z lektur skończyłam dziś Millerowej Socjalizację, chociaż jeszcze będę musiała przejrzeć żeby zrobić notatki z drugiej części – czytałam na dworze, owinięta kocem i nie miałam dość rąk do notowania. A Jacek spał.
Z tego co w gazetkach piszą czekają mnie wkrótce dwa poważne kroki – przeniesienia Jacka na noc do łóżeczka i odzwyczajanie od smoka. W sumie to poza naszym pokojem może tak naprawdę spać od miesiąca, bo od 30 czerwca nie budzi się na jedzenie przed 7 rano (chociaż regularnie przed 6 mamy miotanie się przez sen z chęci smoka). Usypianie go w łóżeczku będzie miało pewną wadę – będziemy musieli się na czas usypiania a może i na resztę wieczoru wynosić z dużego pokoju i kuchni. No i nie wiem jak Jacek zareaguje na poranne Tadkowe krzątanie się przed wyjściem do pracy. Na razie mam plan wstawać trochę wcześniej (po 6 zamiast przed
i dawać Jackowi śniadanko około 7 (zamiast koło 8 a nawet 8.30 jak zaśpi). Więcej dnia dla mnie.
Ze smokiem na pewno będzie trudniej. Jak ma dobry dzień, to potrzebuje go do spania w dzień i zaśnięcia na noc (pomijając ssanie przy jedzeniu). Jak ma zły dzień, to całą dobę by ssał. Jakieś pół godziny temu rozbudził się trochę ze snu, wypluł smoka, wpakował kciuk do ust i dalej zasnął. Jacek zanim wiedział, że ma ręce to potrafił nimi trafić do ust, mimo iż dostaje smoka zawsze jak pokazuje że chce.
Będzie długi tydzień: we wtorek Kaja, w środę Jarmark, w piątek Tadek weźmie urlop i pojedziemy do Władysławowa, bo w sobotę Łukasz z Marzeną przyjeżdżają wynająć mieszkanko.
07.22.09
Poranek
Jacek śpi. Chyba tak juz zosanie, że będę pisać, jak on będzie spać. Zjadł, zasnął, nawet nie odbił, więc położyłam go na boku z pieluszką.
Wstępnie zapisałam go na pływanie wczoraj. Umówiłam kontrolę stawów biodrowych. Zrobiłam jego pranie. Wyprasowałam jego i nasz rzeczy. Zrobiłam zakupy i garść pierogów dla Tadka na dzisiejszy obiad w pracy. W sumie dosyć pracowity był wczorajszy dzień. Tylko jak przy takim stopniu pracowitości mam się uczyć (bo już zaczęłam się uczyć do września)? Mam pewne wątpliwości, czy wybranie egzaminu z lektur a nie z notatek z wykładu było dobrym wyjściem. Niby to tylko dwie książki, 1/3 trzeciej i parę rozdziałów z czwartej, ale nie wiem ile mi to zajmie. Tym bardziej, że mam pełno innych ciekawych rzeczy do czytania
07.20.09
Relaks
Jacek śpi. Już dosyć długo, chyba wreszcie zaczyna mu wychodzić przesypianie lekkiego snu. W ogóle staram się dzisiaj żyć powoli, leniwym tempem (bo nie leniwie). Zrobiłam pranie, zakupy, obiadek. Zdjęcia kolejnych 10 rzeczy do wystawienia a allegro, ale nie wiem, czy jeszcze dziś wystawię. Dzwoniłam do szkoły pływania ale nikt przez cały dzień nie odbierał, tylko sekretarka ciągle swoje “dyżur telefoniczny w godzinach 10-14″. W końcu po 14 nagrałam się, żeby albo odbierali te telefony albo zmienili nagranie i że mają do mnie zadzwonić. Shall see.
Czytam Annę Kareninę, zajadam groszek i poziomki. Chyba znowu jakieś pomidory dojrzały. Muszę jakoś ograniczyć sobie obżeranie, bo od 11 do 14 praktycznie cały czas coś żułam. Zastanawiam się, czy jeśli wystawiępojedyncze numery Świata Wiedzy to znajdą nabywcę. Na pewno jest na to większe prawdopodobieństwo niż na niekompletną kolekcję.
07.18.09
Zdolny mały człowiek
Wczoraj Jacek dwa razy celowo obrócił się z brzucha na plecy.
A dziś z pleców na brzuch.
To już trzy miesiące. Nie pamiętam już nawet życia bez Jacka.
07.07.09
Takie różne
Jacek leży na macie i próbuje złapać żyrafę albo biedronkę. Próbuje od półtorej godziny, więc pewnie niedługo położę go spać. Dzisiaj rano zaskoczył mnie trochę tym, że obrócił się z brzucha na plecy. Jak miał 2 tygodnie to udawało mu się to regularnie, ale głównie dlatego, że mocno i w sposób nieskoordynowanych machał głową. Teraz wie, że ma ręce, że może się na nich podeprzeć, wie że ma nogi dzięki którym może się obrócić z pleców na bok i odwrotnie, więc sądzę, że to był świadomy obrót na plecy.
W ogóle to on będzie szybko pełzał, raczkował czy przemieszczał się w jakiś swój sposób. Tak naprawdę już umie wykorzystać w pewnym stopniu obracanie się na bok i na plecy do przemieszczania się (głównie obrotu wokół osi).
Wciąż przymierzam się do napisania do niego listu. Przecież tak wiele zdążę zapomnieć zanim mu opowiem. Na pewno nie zapomnę wyjścia ze szpitala. Tego, że cały świat się zmienił nie tylko dla mnie, ale w ogóle. Tego, że kiedy jechałam do szpitala w radio grali Hydropieklowstąpienie a drzewa były gołe podczas gdy wychodziłam, wszędzie było pełno kwiatów i liści.