27/01/2012
Naklejki dla dwulatków
Jacek dostał dzisiaj pierwszą w życiu książeczkę z naklejkami. Zadanie według jej twórców na każdej stronie było takie samo – pokolorować obrazek na prawej stronie zgodnie z wzorem na lewej a potem uzupełnić naklejkami tak, aby obrazki były identyczne. Jackowi nie dało się tego przetłumaczyć, początkowo w ogóle denerwował się, że raz odklejonej naklejki nie daje się przyczepić na wkładce. Ale szybko zauważył, że naklejki mają takie obrazki jak są na kartkach i uzupełnił książeczkę po swojemu. Oto przykładowa strona:
Jak widać, wyszło mu to całkiem przyzwoicie. Zadanie było o tyle trudne, że musiał z kartki z wieloma naklejkami wybrać te pasujące a były na niej również naklejki niepasujące do żadnego obrazka. Nie wszystkie były tak wyróżnione, jak na załączonym zdjęciu, niektóre stanowiły element obrazka, np. korale na szyi żyrafy.
Chciałabym jeszcze zauważyć, że Jacek jest bardzo spostrzegawczym dzieckiem, ale w praktycznie wszystkich sferach jest w mniejszym lub większym stopniu opóźniony w rozwoju. Jacek ma niespełna 3 lata a samodzielnie układa puzzle z 30 elementów, ale nie umie mówić, nie rozumie co się do niego mówi i w ogóle kontakt z nim jest utrudniony.
Kiedy Jacek z wielką starannością próbował wpasować naklejki tak, aby odkładnie przykrywały obrazki przypomniały mi się moje praktyki pedagogiczne. W podręcznikach do angielskiego dla klas 1-3 jako zadanie na całą lekcję było przewidziane wklejanie naklejek (tak, dla 9-latków!). Ilustracja obejmowała dwie strony, należało na niej umieścić 3 lub 4 naklejki. Miejsca, w których należało je umieścić były rozjaśnione, ale zawierały rysunek, który pojawiał się na naklejce. Naklejki na wkładce były podzielone według rozdziałów, więc uczniowie nie musieli się zastanawiać, które naklejki wybrać, po prostu trzeba było wziąć wszystkie z odpowiedniej ramki i przykleić w tych jasnych miejscach.
Powtórzę: przyklejenie trzech naklejek było zadaniem na całą lekcję. Dla dziewięciolatków.
Po dzisiejszej zabawie jestem pewna, że gdyby Jacek dostał do rąk ten podręcznik nie miałby najmniejszych problemów z wykonaniem tego zadania w dwie minuty.
Kiedy ja miałam 9 lat uczono mnie czasów przyszłych i przeszłych (chociaż nie perfectów) a obecnie daje się dzieciom zadania odpowiednie dla trzylatków. Czy szkoła nie powinna wspomagać rozwoju?

